Bądź jak brzytwa!

– Nie twórzcie scyzoryków! – usłyszałam dwukrotnie od tzw. fachowców podczas szkoleń dla początkujących w biznesie. – Najważniejsze, żeby odpowiedzieć na jeden najważniejszy problem dla klienta! I dać mu rozwiązanie tego jednego problemu!

Co za bzdura! – pomyślałam. Słuchałam jednak dalej i nawet dałam się przekonać. Wywód zarówno jednego prelegenta jak i drugiego wydawał się wewnętrznie spójny, logiczny i dobrze uargumentowany SWOIMI doświadczeniami tych dwóch osób, które mówiły o własnych biznesach.

A ja właśnie przecież wynalazłam kolejny scyzoryk! Czyli od razu na starcie dostałam informację zwrotną, od doświadczonych w biznesie, że rzeczy do wszystkiego są do niczego. Przecież Coverover to jest „kilka w jednym” i jako uniwersalne okrycie turystyczne dla dzieci spełnia idealnie kryteria scyzorykowe. Czyli z moim wynalazkiem nie mam czego szukać w biznesie. To się nie uda, bo przecież trzeba rozwiązywać ten jeden konkretny problem, a ja od razu chciałam kilka… Nie powiem, skrzydła mi zwisały dosyć długo. Dzięki za takie wsparcie dla początkujących przedsiębiorców…

Jednak w miarę czasu rósł we mnie bunt i powrócił wewnętrzny głos krzyczący, że to bzdura! Im bardziej rozglądałam się wokół, tym bardziej rosło we mnie wzburzenie powodowane przez dysonans poznawczy. Wokół widziałam coraz więcej scyzoryków!

Scyzoryki rządzą! I choćbyśmy nie wiem jak kochali zwykłe noże, to scyzoryki się panoszą wszędzie!
Rzeczy praktyczne są jak scyzoryk – wiele funkcji w jednym kawałku – i nikt mi nie wmówi, że tendencja jest odwrotna, bo nie jest.

Czy ktoś dziś kupi wózek dla dziecka, który nie ma w komplecie spacerówki i fotelika samochodowego? A przecież wózek 3 w 1 to nic innego jak właśnie wielofunkcyjność scyzoryka.
Czy decydując się na wózek typu parasolka, nie zwrócisz uwagi, czy daje ona możliwość rozłożenia oparcia na płasko? Czyli fotel i łóżeczko w jednym.

Rano budzi mnie radio. Czyli budzik i radio w jednym.

Wieczorem film nagrany poprzedniego dnia, bo nadawany był w niewygodnej porze. Czyli telewizor i wideo w jednym.
Ale po co szukać tak daleko. Sięgnij do kieszeni! Czymże innym jak nie scyzorykiem jest Smartfon, który zawojował świat właśnie dzięki temu, że jest tak wielofunkcyjny!

Ktoś upchnął w telefonie minikomputer, aparat fotograficzny, pocztę, budzik, radio, „empetrójkę”, – ba! – nawet kartę płatniczą w jednym urządzeniu! I to nie jest scyzoryk?!

Scyzoryki powstają wszędzie jak grzyby po deszczu! Bo rzeczy praktyczne i wygodne w użyciu są zazwyczaj właśnie takie jak scyzoryk – małe, poręczne i wielofunkcyjne. I to jest tendencja, która się wzmaga. A skąd się bierze ta tendencja? Lub inaczej: na jaką potrzebę klienta odpowiada? – pytanie, które setki razy słyszałam w kontekście szkoleń i które przyprawiało mnie już chwilami o mdłości.

WYGODA! Ma być łatwiej, szybciej i wygodniej. W każdej dziedzinie.

Coverover powstał z potrzeby wygody właśnie. Ale jak to z wynalazkami bywa, potrzebują one czasu, aby przetarły sobie drogę do serc klientów przywiązanych do „vintage”. A wręcz muszą sobie tę drogę wyciosać. Choćby i scyzorykiem. Ale chwilowo mam dość.

Potrzebuję przerwy. Ciosanie tej drogi przy pomocy scyzoryka okazało się bardzo wyczerpujące. I dlatego chowam mój scyzoryk głęboko do torebki. Albo do szuflady. Może Coverover zbytnio wyprzedza swój czas.

A tak zupełnie z innej beczki: kolega bardzo przywiązany do tradycji przerzucił się dopiero miesiąc temu z telefonu z klawiszami (sic!) na Smarfona. – Jak ja mogłem wcześniej bez tego żyć?! Toż to zupełnie inne życie jest! – wypalił z radością, gdy pochwalił się nam nowym nabytkiem i przyznał, że nie rozumie, dlaczego tak długo stawiał temu opór.

No właśnie. Opór. Ale jednak się przekonał. Jest nadzieja.

Może Coverover też budzi opór. Może trzeba cierpliwie czekać, aż ten opór zmaleje. Na razie nie mam już sił i pieniędzy na łamanie tego oporu. Przerwa.

Firma też jest jak scyzoryk – ma w sobie kompetencje kilku osób w jednym zespole. Jeśli ma tylko jedno ostrze – co z tego że składane – nadal jest tylko nożem. Albo brzytwą.

A ja po tych wszystkich doświadczeniach w rozwijaniu biznesu jestem … jak brzytwa! Tylko co z tego. Opór przed wygodą jest na razie zbyt wielki. Jak z tym Smartfonem kolegi.

– Nie twórzcie scyzoryków! – znów usłyszałam głosy prelegentów. Pewnie. Nadal stosujcie brzytwy.

Właśnie że twórzcie scyzoryki!!! – chce mi się krzyczeć.
Wasz biznes będzie wtedy jak… żyleta!
Tylko nie wiadomo, kiedy.

PS. Miałam niedawno sen. Chodziłam po cmentarzu. Przechadzałam się uważnie śledząc nagrobki i nie mogąc znaleźć tego, czego szukam. W końcu weszłam do jakiegoś biura.
– Proszę pana, nie mogę znaleźć. Proszę mi przypomnieć numer kwatery. KIMZA- COVEROVER.
To był cmentarz strupów.

Ale mojego nagrobka tam nie znalazłam 🙂