Nie ma w internecie? To nie istnieje

Pracowicie przeszukiwałam Internet pod kątem różnych okryć, kocyków, osłon, ocieplaczy, otulaczy i śpiworów przez kolejne pięć dni. Jesienne wiaterki i mżawki dokuczały nam coraz bardziej, a przecież nie da się nie wychodzić z domu.
W końcu doszłam do wniosku, że chyba sama uszyję to, o co mi chodzi. To musi być coś takiego przez głowę, wtedy nie ma siły, żeby mała to z siebie zdjęła. Jakiś taki koc, ale z dziurami, żeby dało się ją przypiąć do wózka…
Po kilku dniach myślenia, co to ma być, poszłam kupić kawał polaru, trzy suwaki i lamówkę do obszycia. Przyłożyłam do wózka, żeby zaznaczyć miejsca na dziury na pasy i otwór na głowę. W końcu usiadłam do maszyny do szycia, takiej małej domowej, trochę jak dla lalek i nieporadnie, pijanym ściegiem uszyłam to coś. Wyszło coś na kształt peleryny z dziurami na plecach i suwakami po bokach i pod szyją.