Patent na patent

Kilka dni później zaniosłam mężowi do biura jakieś papiery, których zapomniał. Wspólnik zobaczył małą w moim wynalazku. Opowiedziałam mu pokrótce o kocykowym problemie i jego rozwiązaniu. Zainspirował mnie do tego, by je opatetnować. Wymaga to sporych nakładów czasowych i finansowych, ale może warto. Tymczasem nastał listopad. Czas leciał nieubłaganie.
Na urodzinach synka przyjaciółki dwie kolejne osoby namawiały mnie również na opatentowanie wynalazku.
A jedna nawet zaproponowała sprzedaż poprzez swój sklepik internetowy oraz udział w kiermaszu świątecznym przez siebie organizowanym.
Myślałam wtedy, że nie dam rady, choć wszyscy mnie zachęcali i dopingowali. To wszystko działo się dla mnie za szybko. W miesiąc miałam opatentować i wyprodukować produkt na kiermasz? W ósmym miesiącu ciąży?!