Poznajcie Paulinę – ona pierwsza pokochała Coverover

Poznajcie Paulinę.
Kiedyś szukając inspiracji, jak robić fajnie zdjęcia dzieciom, zwłaszcza w fotelikach rowerowych, natrafiłam w Internecie na to zdjęcie:

No nie! Coś we mnie jęknęło! Jak widzę, nie tylko ja miałam kłopot z okrywaniem dziecka podczas przewożenia go rowerem. Przeczytałam wpis na blogu aktywnej mamy (http://ale-mamo.blogspot.com/2015/02/bawanek-podrozny.html) i wysłałam do niej wiadomość:
„Witam.
Przypadkiem trafiłam w Internecie na Pani blog „Ale mamo!”, gdzie sporo miejsca poświęcone jest jeździe z dzieckiem na rowerze.
Czy byłaby Pani zainteresowana okryciem dla dziecka, które nie grozi zsunięciem się z dziecka podczas jazdy, jak kocyk?”

Jakaż była moja radość, gdy po godzinie dostałam taką odpowiedź:
„Jak rany to jest genialne! A my się męczymy upychając koce tu i tam, żeby młodej gnaty nie marzły podczas jazdy.”
Jeśli macie wątpliwości, czy Coverover jest dla was, możecie napisać do Pauliny i zadać wszystkie pytania, których nie odważycie się zadać nam. A ponieważ Coverover gości u niej już od dłuższego czasu, będzie mogła naprawdę coś o nim powiedzieć.
PS
Kiedy ostatnio zapytałam, czy Coverover jeszcze dobrzy, napisała:

„Teraz córcia ledwo mi się mieści w foteliku, ale pelerynka jak najbardziej pasuje (używamy codziennie) i z pewnością zostanie z nami kolejny sezon. A może i jeszcze kolejny, bo co prawda fotelik pójdzie za rok do piwnicy, ale nadal mamy otwartą przyczepkę rowerową (Weehoo I-go), która jest do 36kg, więc jeszcze młoda pojeździ na dłuższych trasach parę lat.”

Tak więc widzicie, że to naprawdę wydatek na kilka sezonów.